Hollywood Butterfly czyli jak zrobiłem to zdjęcie wbrew zasadom i zdrowemu rozsądkowi.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Około dwa lata temu, w niewielkim odstępie czasu, mój skromny arsenał fotograficzny rozrósł się o dwie lampy studyjne z podstawowymi modyfikatorami oraz stałoogniskowy obiektyw manualny Samyang 135 ze światłem 2.0

O ile z obiektywem pokochaliśmy się od pierwszego wejrzenia i jest to uczucie, które pewnie nieprędko przeminie, to z oświetleniem studyjnym nadal prowadzę nierówną walkę. Jakoś zawsze łatwiej dogadać mi się ze światłem zastanym. Tyle, że wtedy o tej chłodnej relacji jeszcze nie wiedziałem i jako świeży adept niełatwej sztuki świecenia błyskiem postanowiłem pójść na całość i wymyślić własne zasady gry.

Niedowiarek

Prawdę powiedziawszy chciałem sprawdzić, czy wszyscy zawodowi fotograficy studyjni mówią prawdę twierdząc, że w studio przy użyciu lamp błyskowych nie da się pracować na pełnym otworze przysłony. Bo po cholerę byłby mi ukochany Samyang 135, perfekcyjnie ostry już od maksymalnego otworu przysłony, skoro i tak musiałbym go przymykać. OK, wiem, że na upartego można założyć na obiektyw filtr szary i załatwia to sprawę, aczkolwiek komfort pracy z takim filtrem, a w szczególności precyzja ostrzenia, pozostawiają wiele do życzenia.

Wszystkie te przemyślenia miały wpływ na wybór lamp studyjnych o czym postaram się napisać już wkrótce.

Pogromca foto mitów

W końcu przytrafił się wolny wieczór i wyposażony w niezbędny zapas rudej na myszach, 7Up i kilka paczek fajek postanowiłem zabawić się w pogromcę mitów. Modelka popełniła własnoręczny makijaż, a ja zabrałem się za ustawianie oświetlenia. We wszystkich poradnikach internetowych podstawową zasadą przy oświetlaniu modelki jest użycie światła rozproszonego. Jak mantrę wszyscy powtarzają, że aby uzyskać ładnie oświetlony portret należy użyć softboxa, który rozproszy cienie.

Nie sposób się z tym nie zgodzić, tyle że jest pewien szkopuł. Fotografie tak oświetlane mają „nowoczesny look”, a ja poszukiwałem czegoś klasycznego na wzór przedwojennych gwiazd hollwoodzkiego kina. Analizując stare fotografie nie dało się nie zauważyć, że cień powstający pod nosem jest bardzo ostry, zupełnie inny niż taki z softboxa, a lampa główna jest umieszczona u góry, dokładnie na wprost twarzy modelki.

Focimy!!!

Po kilkunastu próbach softbox wylądował na podłodze, a lampa w odległości ok 1 metra z góry patrzyła na twarz nieosłonięta żadnym modyfikatorem, nie licząc standardowego klosza. Drugą lampę skierowałem na tło. Aparat ustawiłem dokładnie pod główną lampą. 135tka dawała ciasny pionowy kadr, ale tak absurdalnie ustawione światło, zgodnie z wcześniejszymi obawami, okazało się za mocne nawet po skręceniu mocy lamp do minimum i zjechaniu z czułością aparatu do ISO50.
Nie miałem zamiaru jednak się poddać i przymknąć przysłony. Na klosz nałożyłem grida jednak i to nie przyniosło zamierzonego efektu. Dopiero radykalne przymknięcie wrót pozwalało wykonać poprawnie naświetlone zdjęcia.
Taki manewr spowodował jednak powstanie nowego problemu. Tak skrajnie ostre oświetlenie nie wybacza najdrobniejszego błędu w ustawieniu twarzy względem lampy, natomiast głębia ostrości rzędu kilku milimetrów wymagała umiejscowienia aparatu idealnie w linii prostopadłej względem płaszczyzny wyznaczonej przez źrenice.

Sesja fotograficzna w stylu Hollywood Butterfly w oparach absurdu…

Doszło więc do absurdu, w którym obiektyw przepychał się ze statywem lampy, bo każde z nich musiało być ustawione dokładnie wzdłuż te samej płaszczyzny. Oczywiście nie sposób dostrzec takie niuanse z poziomu aparatu, w związku z czym do body podłączyłem monitor 27″ i ustawianie ostrości oraz kontrolę efektu robiłem na bieżąco na jego ekranie.
Najlepsze zdjęcie!!!
Przy mniej więcej 150ej klatce i na zdrowym rauszu zaczęły pojawiać się efekty, których oczekiwałem od początku. Ostatecznie udało mi się obalić mit, bo nie przymknąłem obiektywu ani o działkę i przy okazji zrobiłem zdjęcie, z którego oczy przemawiają jakby bardziej niż z innych. Myślę, że dzieje się tak właśnie dlatego, że się nie poddałem. Całkowicie wbrew zasadom.
Sesja fotograficzna w stylu Hollywood Butterfly

2 Replies to “Hollywood Butterfly czyli jak zrobiłem to zdjęcie wbrew zasadom i zdrowemu rozsądkowi.”

  1. Nie wiem co napisać gdyż w tej dziedzinie jestem laikiem ,ale zdjęcie super ,nie można oderwać oczu od oczu,a tekst jeszcze lepszy 👍
    P.s.Zawsze wiedziałam ,że myszy rozjaśniają umysł w ten czy inny sposób😁

    1. Dziękuję!
      P.s. raz rozjaśniają innym razem zaciemniają i nie ogarniam od czego to zależy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.